Dokument „Sen o Warszawie” może się podobać jako kalendarium pewnych faktów z życia ś. p. Czesława Niemena, ale w wąskim jego ujęciu. Pod kątem artystycznym nie niesie zbyt wielkiej wartości. Mając za temat życie i twórczość takiej osobowości artystycznej jak Niemen – można by stworzyć perełkę na miarę Sugar Man’a – zdobywcy zeszłorocznych Oscarów w kategorii dokumentu. Cyniczny marketing naciągniętej historii czy prawdziwy dramat życiem pisany? Pewne jest to, że sposób prowadzenia narracji to istny majstersztyk.

Film Sen o Warszawie natomiast ogląda się jak jeden z niewyróżniających się dokumentów, których widzieliśmy dziesiątki.
Co zatem sprawiło, że postać tak wybitnego muzyka okroiliśmy do kilku faktów, jak np. życie na Białorusi, ważniejsze trasy koncertowe, czy krzywdzące działanie propagandy i cenzorów? Brakło mi w tym dokumencie atmosfery mistycyzmu, jakieś tajemnicy. Aby odkrywać po kolei przed widzem woale kunsztu Niemena.

Czesław Niemen to była osobowość. Co ciekawe nie chciał zrobić międzynarodowej kariery – niejako wzbraniał się przed tym, nie chciał też komponować utworów lekkich i przyjemnych. Zgodnie z jego ambicjami pragnął tworzyć manifesty wstrząsające ludźmi, egzystencjalne i mistyczne zarazem, niczym Dziwny jest ten świat czy Bema Pamięci żałobny rapsod. Jeden fragment szczególnie mnie poruszył. Ukazanie sytuacji, kiedy Niemen był przez Państwo stłamszony, a jego koncerty dla Polonii był bojkotowane. Podczas jednego z występów przed wykonaniem którejś ze swoich sztandarowych kompozycji powiedział:

Już mnie ten świat nie dziwi. Można było wyczuć, że artysta został przez system silnie zraniony. Zresztą od tego momentu zaczął się powoli wycofywać z życia artystycznego. To bardzo przykra chwila, pokazująca jak układy polityczne w ówczesnej Polsce zabijały entuzjazm i wenę.
Sen o Warszawie posiada jakaś wartość merytoryczną, brakuje mu jednak konceptu artystycznego. Zabiegiem podnoszącym rangę pod kątem estetyki jest zastosowanie ruchomych, wieloplanowych zdjęć w czy scenek ilustrujących dzieciństwo Czesława na jakże sielskiej Białorusi.

Pozostaje zapytać dlaczego nie wszystkie osoby z rodziny, w tym żona i pozostałe córki nie wzięły udziału w przedsięwzięciu? Nie sposób dobierania krewnych głównego bohatera, jako rozmówców jest tu istotny, choć nie do końca jasny. Najważniejsze aby Non Omnis Moriar przylgnął do tego nazwiska z siłą tęsknoty za pięknem Jego twórczości.